Trepka: Od początku narzucić swój styl gry

Trepka: Od początku narzucić swój styl gry

Piotr Trepka odpowiedział na pytania po wygranym meczu z Perłą Złotokłos w 9. kolejce Decathlon V Ligi.

Pierwszą połowę oglądałeś jeszcze z ławki. Jak z twojej perspektywy wyglądał początek meczu? Perła dość mocno was zaskoczyła.

Tak, zdecydowanie nas zaskoczyli – przede wszystkim intensywnością. Nie spodziewaliśmy się, że od początku wejdą tak wysoko i tak twardo w pojedynki. Do tego mieli bardzo groźne stałe fragmenty – długie wrzuty z autu, mocne rożne, wszystko kierowane w pole karne. Na początku naprawdę nas tym przycisnęli i mieliśmy problem z wyjściem spod pressingu. Broniliśmy nieźle, ale brakowało nam utrzymania się przy piłce, kilku spokojnych podań, żeby złapać rytm i przejąć inicjatywę. Cała pierwsza połowa właśnie tak wyglądała – więcej walki niż grania.

To już któryś mecz z rzędu, w którym w pierwszej połowie oddajecie inicjatywę, a dopiero po przerwie zaczynacie dominować. Z czego to wynika?

Musimy popracować nad tym, żeby od samego początku narzucać swój styl gry i dominować nad takimi rywalami. To są mecze, które po prostu musimy wygrywać. W drugiej połowie widać było różnicę – więcej spokoju, dłuższe utrzymanie się przy piłce, lepsze tempo. Zaczęliśmy wymieniać podania, kontrolować mecz, no i tworzyć sytuacje. Myślę, że to my ich w końcu „złapaliśmy” – widać było, że trochę opadli z sił, a my podkręciliśmy tempo. Wyszliśmy z większym zaangażowaniem i przekonaniem, że to my mamy ten mecz wygrać. Ustaliliśmy w szatni, że musimy wyjść wyżej, przycisnąć ich pressingiem i nie pozwalać na długie wrzuty. To przyniosło efekt, zaczęliśmy grać swoje i przejęliśmy kontrolę nad spotkaniem.

Na koniec – twoja bramka. Gol bardzo efektowny i trochę przypomina ten z Błonianką z poprzedniego sezonu.

Tak, trener Pulkowski akurat wtedy prowadził Błoniankę i wspominał tamtego gola (śmiech). Tamten był trochę przypadkowy – miała to być wrzutka na „Igiego” [Ognichę]. A dziś? Bramkarz źle wybił piłkę, ta odbiła się od swojego obrońcy i spadła mi idealnie. Widziałem, że bramkarz został wysoko, mniej więcej na szesnastym metrze, więc od razu zdecydowałem się na uderzenie z pierwszej piłki. Chciałem go przelobować – i akurat wyszło. Z jego reakcji widać było, że został na nogach i się zawahał. Myślę, że nawet gdyby ruszył, to i tak by nie zdążył.

WSPIERAJĄ NAS:

MECENASOWIE SPORTU

SPONSORZY

PARTNER TECHNICZNY

PARTNER MEDYCZNY

PARTNERZY