Pietrusiewicz: Mentalnie gotowi do wygrywania końcówek

Filip Pietrusiewicz odpowiedział na pytania po wygranym meczu ze Zniczem II Pruszków w 19. kolejce Decathlon V Ligi.
To dopiero wasz drugi mecz w tym sezonie bez straty gola, choć Znicz miał swoje okazje. Jak ocenisz przebieg spotkania?
Tak, niestety to dopiero nasz drugi mecz bez straty gola, mimo że Znicz miał niezłe okazje, żeby zakończyć je bramką. Na szczęście nasz bramkarz Paweł zrobił w tym meczu wszystko, żeby im się to nie udało. Jesteśmy w tym sezonie drużyną, która gra odważną piłkę, bez kompleksów, często idziemy na wymiany i rzeczywiście tracimy sporo bramek, ale w większości meczów to my strzelamy więcej, a o to w piłce chodzi. Jeśli chodzi o sam mecz, pierwsza połowa była zdecydowanie bardziej zamknięta niż druga. Oba zespoły lepiej trzymały ustawienie w formacjach, było trochę sytuacji i momentów przewagi, zarówno z naszej strony, jak i Znicza, ale po stracie piłki drużyny szybko wracały całym zespołem do defensywy. Natomiast druga połowa to był zupełnie inny obraz gry, można było odnieść wrażenie, że sytuacja goniła sytuację, ale to naturalne przy takim tempie i stawce meczu. Rzeczywiście był moment, kiedy Znicz mocno nas zepchnął w pole karne i stworzył kilka bardzo groźnych sytuacji. Poza świetną postawą Pawła w bramce, który swoją dyspozycją w dużej mierze zapewnił nam trzy punkty, kluczowa była też determinacja całego zespołu.
. Było więcej przestrzeni, trudniej było kontrolować ustawienie i weszliśmy w wymianę ciosów, bo ani my, ani Znicz nie chcieliśmy tego meczu przegrać ani zremisować. Każdy zawodnik, nawet w trudnym momencie, szedł na każdą piłkę, blokował strzały, dośrodkowania – i robił to z pełnym zaangażowaniem. To było najważniejsze i dzięki temu udało nam się przetrwać ten trudny fragment bez straty gola. Jednocześnie cały czas mieliśmy w głowach, że gramy o trzy punkty. Każdy wiedział, jaka jest sytuacja w tabeli – liczyła się tylko pełna pula.
Czy czułeś, że ten mecz może rozstrzygnąć się w końcówce? Bo od początku było widać, że obie drużyny grają o pełną pulę.
Zawsze gramy do końca. Nawet jeśli coś w danym momencie nie wygląda dobrze, to nie znaczy, że ktoś przestaje wierzyć. Gdybyśmy mieli takie podejście, pewnie bylibyśmy dziś w strefie spadkowej. W trakcie meczu zawsze pojawia się moment słabszy – 15–20 minut – ale jeśli wtedy uznasz, że nie masz szans, to tak naprawdę przegrywasz już po wyjściu z szatni. W Józefovii, niezależnie czy za trenera Pulkowskiego, czy wcześniej Politańskiego, jesteśmy mentalnie przygotowani do tego, żeby wygrywać mecze w końcówkach, nawet wtedy, gdy niewielu się tego spodziewa. Wiemy, że potrafimy to robić i jesteśmy w tym powtarzalni. Każdy z nas od pierwszej do ostatniej minuty wierzy i pracuje na to, żeby sięgnąć po pełną pulę, nawet jeśli przez większą część meczu nic na to nie wskazuje.
Jak wyglądały wasze przygotowania do tego meczu – zarówno pod względem taktycznym, jak i mentalnym – szczególnie po poprzednim spotkaniu?
Przed meczem wiedzieliśmy, jakim zespołem jest Znicz, bo ostatnio dość często się z nimi spotykaliśmy. To drużyna, która lubi grać w piłkę i co ważne – potrafi to robić. Zdawaliśmy sobie jednak sprawę, że nie jest to bardzo doświadczony zespół, dlatego kluczowe było, żeby nie dać im miejsca ani swobody w rozegraniu i narzucić swoje warunki. Mentalnie nie zmienialiśmy wiele, chcemy wygrywać i czujemy się pewni siebie. Mecz w Kozienicach niczego w tym kontekście nie zmienił. Poza tym Energia i Znicz to dwa zupełnie różne zespoły, więc po wpadce z poprzedniego tygodnia, którą traktujemy jako wypadek przy pracy, skupiliśmy się na swojej pracy i przygotowaniach do tego spotkania, bez rozpamiętywania tamtego meczu.